Wędzenie na zimno jest zdrowszą alternatywą tradycyjnego wędzenia. W czasie wędzenia tą metodą zachowuje się więcej składników odżywczych, a także ilość WWA jest mniejsza niż w żywności wędzonej na gorąco. Z drugiej strony, okazuje się, iż wędzone w niskiej temperaturze produkty, głównie ryby, mogą zawierać m.in
"Brama zamykana o 21, modlitwy o 'uzdrowienie gejów' i 'dobrego męża'" Czytelniczka WP Kobieta przysłała do nas list, w którym opowiedziała o kilku miesiącach spędzonych w bursie zakonnej. "Siostry, na jakie trafiłam, wbijały mi do głowy, że wygrana PiS to dar od Boga.
Nieocenioną kopalnią złota w tej kwestii jest działalność Gary’ego Chapmana, który jest znany przede wszystkim z książki „5 języków miłości”. Stworzył też jednak sporo innych równie wartościowych treści. W jednej ze swych książek przedstawił koncepcję dobrego męża, którą nazwał „Kochający Przywódca”.
Dominikanie zapraszają w środę do kościoła parafialnego na Mszę Świętą o dobrego męża i dobrą żonę. Początek o 19.30 w parafii św. Dominika na pl. Ofiar Katynia 1.
Cóż, oto 20 wskazówek, które pomogą ci znaleźć mężczyznę do poślubienia. 1. Poznaj cechy, których oczekujesz od męża. Ważnym czynnikiem, który pomógłby ci znaleźć dobrego męża, jest wiedza, czego chcesz od mężczyzny. Ustal swoje cele wcześnie. Pomoże ci to odfiltrować mężczyzn, którzy do nich nie pasują.
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. napisał/a: Belay 2007-01-30 20:17 Długo szukałam tych przykazań w sieci, aż w końcu udało mi się do nich dotrzeć. Przykazania odczytano na początku oczepin - po uprzednim usadzeniu nas na krzesełkach, na środku sali: 10 przykazań małżeńskich 1. Jam jest twój mąż, który cię wywiódł z domu niewoli panieńskiej zgryzot i cierpienia, 2. Nie wymieniaj imienia męża twego ordynarnie, lecz mów zawsze pieszczotliwie i zdrobniale, 3. Czcij Matkę i Ojca jego, albowiem obdarzyli Cię tak cudownym mężem, 4. Nie kradnij pieniędzy z kieszeni swego męża, gdy wraca do domu późną nocą i w złym humorze, 5. Nie mów fałszywego świadectwa, jakoby twój mąż chodził po kawiarniach, pił wódkę, grał w karty; chociażby to była prawda, 6. Nie zabijaj miłości jaką mąż twój będzie darzył Ciebie i kochanki swoje, 7. Nie żądaj samochodów, futer i innych rzeczy, które by obciążały kieszeń męża twego, 8. Nie wódź cudzych mężów chociażby byli lepsi od twojego, 9. Nie zdradzaj żony swojej z wdowami bo u wdowy będziesz za niewolnika – tam trzeba pieścić za siebie i za nieboszczyka, 10. Młoda nie żądaj więcej niż raz na dobę, bo są jeszcze kobiety, które mężów nie mają. Było dużo śmiechu, a ja momentami miałam dziwną minkę
#1 marder evil admin Administrator 3369 postów Skąd:/home/marder Napisano 21 styczeń 2003 - 11:14 1. Ciesz się, że w ogóle ktoś Cię Nie myśl że jak już Cię zechciał, to możesz przytyć 20 kg. i łazić po domu jak Daj męzowi trochę luzu. I tak jest w szoku że ożenił się właśnie z Tobą. Trochę to potrwa. Jeszcze jakiś czas będzie się upewniał, czy dobrze Pamiętaj: piwem mąż się nie Nie wypytuj go stale gdzie był i co robił. Próbuj sama dedukować. Nawet nie masz pojęcia jak takie pytania Uważaj żeby zupa nie była za słona zbyt Jak zobaczysz szminkę na ustach lubego, nie wydzieraj się niepotrzebnie. Być może ratował komuś życie metodą usta - usta?8. Wyrzuć wszystkie kolorowe czasopisma. Tyle w nich mądrości ile w głowie przeciętnej kobiety - Nie łap męża na ciążę, bo możesz się Wyskocz czasem do dobrego klubu nocnego, popatrz na lepsze od siebie. Uczyć trzeba się przez całe życie. 0 Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. Ziewanie, to cichy krzyk o kawę. Do góry #2 Gocha Kuzan Napisano 21 styczeń 2003 - 12:07 0 jarzynka Do góry #3 Monia74 Monia74 Narrator Moderator 1371 postów Napisano 21 styczeń 2003 - 13:00 0 Do góry #4 alojzik Napisano 21 styczeń 2003 - 14:03 otóż to Rozo :-D :-D jakkolwiek tekst dobry przydałoby się jeszcze ruszyć w drugą stronę :-D :-D 0 Olik Do góry #5 marder marder evil admin Administrator 3369 postów Skąd:/home/marder Napisano 21 styczeń 2003 - 19:37 0 Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. Ziewanie, to cichy krzyk o kawę. Do góry #6 Liwia Napisano 02 luty 2003 - 17:00 Dekalog Dobrego męża... 1. Czasami mógłbyś okazać wdzięczność, że chciałam wyjść za Ciebie i tyle czasu wytrzymałam z Tobą. nie obrażę się za jakiś badyl lub czekoladki, obiecuję. 2. Wiem, że nie znasz się na modzie, ale raz na jakiś czas mógłbyś pochwalić moją nową bluzkę. Przecież sam za nią zapłaciłeś. 3. Piątek, sobota, niedziela – pranie, sprzątanie, gotowanie. Jak dobrze, że w TV są mecze i skoki, a potem wypad z kolegami. Nie zapomnij jednak przed wyjściem odkurzyć i zabrać ze sobą śmieci do zsypy. Tylko tyle od Ciebie wymagam. 4. Lubię piwo prawie tak dobrze jak ty, może czasem mógłbyś je wypić ze mną zamiast wychodzić z domu z kumplami. 5. Jeśli nie chcesz, abym Cię zadręczała pytaniami, uprzedzaj mnie wcześniej, że dziś spóźnisz się na obiad. Przecież właśnie po to kupiłeś mi komórkę. 6. Uwielbiam dla Ciebie gotować, ale gdy muszę zostać dłużej w pracy, możesz sobie sam coś zrobić. Przecież świetnie sobie radziłeś w kuchni w czasach kawalerskich. Lub zamów sobie pizzę. Nie musisz cały wieczór przymierać głodem. 7. Wiem, że wszystkie jesteśmy urocze i nie mam żalu, gdy czasami wodzisz oczami za jakąś efektowną babką, ale nie musisz każdej z nich proponować odwiezienia do domu swoim samochodem. 8. Jestem przygotowana do rozmowy na temat polityki, filozofii, literatury i sztuki, a nawet ekonomii, piłki nożnej, trunków czy samochodów. Umiem czytać i, gdy ty oglądasz mecz lub siedzisz w internecie, przeglądam te wszystkie mądre gazety, które znosisz do domu. 9. Owszem mówiłam, że wzruszają mnie łzy w oczach faceta, ale więcej jak dwa razy ten sam numer Ci ze mną nie przejdzie. 10. Hamburger z frytkami i piwo to nie jest jedyna forma rozrywki, jaką znam. Byłoby mi bardzo przyjemnie gdybyś czasem towarzyszył mi w teatrze, w kinie lub w muzeum. :oops: :-P 0 Do góry #7 Gość_kuba_* Gość_kuba_* Gość Napisano 03 luty 2003 - 15:42 Jak juz jesteśmy przy tym temacie..... Nie wiem czy znacie taką rozmowe... Tekst dozwolony pow 18 latPewna para byla świeżo po ślubie - dwa tygodnie temu było jakkolwiek wielce w małżonce zakochany, nabrał ochoty, by spotkać sie ze starymi kumplami i poimprezowac w ich ulubionym się więc ubierać i mówi do żony:- Kochanie, wychodzę, ale wróce A dokad idziesz, misiaczku? - zapytała żona- Idę do baru, ślicznotko. Mam ochote na małe Chcesz piwo, mój ukochany? - żona podeszla do lodówki, otworzyla drzwi i zaprezentowala mu 25 różnych rodzajów piwa z 12 krajów: Niemiec, Holandii, Anglii i innych...Mąż stanął zaskoczony i jedyne, co zdolal wydusic z siebie to:- Tak, tak cukiereczku... ale w barze... no wiesz... te chłodzone kufle...Nie zdążył skończyć, gdy żona mu przerwala:- chcesz do piwa schłodzony kufel? nie ma problemu - i wyjela z zamrażarki wielki, oszroniony mąż, choc nieco juz blady z wrażenia, nie dawal za wygraną:- no tak, skarbie, ale wiesz, w barach mają takie naprawdę świetne i pyszne przystawki... nie będę dlugo. Wróce naprawde szybko, masz ochotę na przystawki, niedźwiadku? - żona otworzyła drzwi od szafki, a tam slone paluszki, orzeszki, chipsy, pieczone skrzydelka, marynowane grzybki i wiele innych smakołyków- ale kochanie... w barze... no wiesz... te męskie gadki, przeklinanie, niewyszukany jezyk...- chcesz przeklenstw, moje ciasteczko? ZATEM PIJ TO K***E PIWO Z J******O ZMROZONEGO KUFLA I ZRYJ P******E PRZYSTAWKI!! JESTES TERAZ, DO H***A CIEZKIEGO, ZONATY I NIGDZIE, K****, NIE WYJDZIESZ!!! POJAŁEŚ???? 0 Do góry #8 Gocha Kuzan Napisano 03 luty 2003 - 18:20 0 jarzynka Do góry #9 marder marder evil admin Administrator 3369 postów Skąd:/home/marder Napisano 03 luty 2003 - 18:31 0 Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. Ziewanie, to cichy krzyk o kawę. Do góry #10 blue Napisano 26 listopad 2003 - 12:41 0 Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto. Do góry #11 Amelia28 Napisano 27 listopad 2003 - 10:48 MĘŻCZYZNA, KTÓREMU SIĘ POWIODŁO, TO TEN, CO ZARABIA WIĘCEJ NIŻ MOŻE WYDAĆ JEGO ŻONA. KOBIETA, KTÓREJ SIĘ POWIODŁO, TO TA, KTÓRA ZNALAZŁA TAKIEGO MĘŻA. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ BROŃ, WYNALAZŁ POLOWANIE. KOBIETA ODKRYŁA POLOWANIE, WYNALAZŁA FUTRA. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ KOLORY, WYNALAZŁ MALOWANIE. KOBIETA ODKRYŁA MALARSTWO, WYNALAZŁA MAKIJAŻ. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ MOWĘ, WYNALAZŁ KONWERSACJĘ. KOBIETA ODKRYŁA KONWERSACJĘ, WYNALAZŁA PLOTKĘ. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ ROLNICTWO, WYNALAZŁ JEDZENIE. KOBIETA ODKRYŁA JEDZENIE, WYNALAZŁA DIETĘ. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ PRZYJAŹŃ, WYNALAZŁ MIŁOŚĆ. KOBIETA ODKRYŁA MIŁOŚĆ, WYNALAZŁA MAŁŻEŃSTWO. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ KOBIETĘ, WYNALAZŁ SEKS. KOBIETA ODKRYŁA SEKS, WYNALAZŁA BÓL GŁOWY. MĘŻCZYZNA ODKRYŁ HANDEL, WYNALAZŁ PIENIĄDZE. KOBIETA ODKRYŁA PIENIĄDZE, I TO ZRUJNOWAŁO MĘŻCZYZNĘ ________________________________ "Kto nie ma kobiety, nie ma duszy" 0 [you] zamiast wgapiać się w mój avatar poczytaj mój tekst:P Do góry #12 Amelia28 Napisano 27 listopad 2003 - 10:52 BLONDYNKA MÓWI DO SWOJEJ PRZYJACIÓŁKI: NIE WIEM CO W TAMTYCH CZASACH KOBIETY WIDZIAŁY W MĘŻCZYZNACH? W TAMTYCH CZASACH, TO ZNACZY KIEDY? - PYTA KOLEŻANKA. NO WIESZ, ZANIM WYNALEZIONO PIENIĄDZE. ******************************** NIE MA NIC NA ŚWIECIE PONAD ODDANIE MĘŻATKI. JEST TO COŚ O CZYM ŻADEN MĄŻ NIE MA POJĘCIA. W ZEMŚCIE I MIŁOŚCI KOBIETA ZAMĘŻNA JEST BARDZIEJ BARBARZYŃSKA NIŻ MĘŻCZYZNA. ******************************* MIŁOŚĆ DOSKONAŁA ZDARZA SIĘ ZAISTE RZADKO... BY KOCHAC TRZEBA MIEĆ CIĄGLE W SOBIE: WIEDZĘ MĘDRCA, GIĘTKOŚĆ DZIECKA, WRAŻLIWOŚĆ ARTYSTY, SUBTELNOŚĆ FILOZOFA, POKORĘ ŚWIĘTEGO, TOLERANCJĘ UCZONEGO ORAZ HART DUCHA WŁAŚCIWY NIELICZNYM **************************** "dobrze można widzieć tylko sercem" 0 [you] zamiast wgapiać się w mój avatar poczytaj mój tekst:P Do góry
Niedawno minął rok od naszej przeprowadzki na wieś. Piszę do Was z zalążka mojego domowego biura – siedzę na barokowej kanapie, której nienawidzi mój mąż, ale to moje biuro i mogę sobie robić, co chcę. Kanapa wygląda obłędnie na tle świeżo pomalowanej zielonej ściany. Brakuje mi jeszcze bardzo nowoczesnego biurka, żeby złamać czymś ten barok. Zaraz na ścianach zawisną złote ramki, same ramki bez wkładu – ale jak to? – znowu przewróci oczami mój małżonek. No tak to, tak to. Poczekaj, zobaczysz jak tu będzie pięknie! Patrzę przez okno. Nachalny halny rwie do tańca moje ukochane wiotkie brzozy. Gdyby dziś przyszło mi opuścić ten dom, wypłakałabym oczy za nimi. Patrzę na nie rano, kiedy czarną kawą bez cukru podlewam niemrawe neurony. Patrzę na nie, kiedy siadam smutna na schodach. Widzę je już z daleka, kiedy wracam do domu. Brzozowy Zagajnik – tak o tym miejscu powiedziałby Ania z Zielonego Wzgórza. Piszę do Was z mojego miejsca na ziemi. Rok temu, o tej porze nie wiedziałam, gdzie jestem. Myślałam, że oszaleję. Marzenie o domu… Zawsze wydawało mi się, że spełnione marzenie o własnym domu musi być czymś z pogranicza ekstazy. Dowiedzieliśmy się, że z brazylijskim paszportem mojego męża, możemy przez kolejne lata najwyżej marzyć o zdolności kredytowej, własny dom stał się naszą obsesją. Czymś zupełnie poza naszym zasięgiem. Tymczasem dziesięć lat zleciało w okamgnieniu. Kiedy mój mąż zadzwonił do mnie i łamiącym się głosem szepnął: „możemy kupić dom, mamy pozytywną decyzję”, siadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Na moich oczach nasze marzenie materializowało się. Nabierało kształtów. Stawało się naszym domem. Ciężar spełnionego marzenia… Już kilka razy Wam o tym wspominałam. Jest coś takiego, jak „ciężar spełnionego marzenia”. Pamiętam, że kiedy zostałam sam na sam z tym moim spełnionym marzeniem, okazało się że ono mi ciąży. Nie do końca widziałam co ja mam z nim zrobić. To był jakiś potworny paradoks i chyba nie potrafię tego wytłumaczyć. Miałam ten dom. Stał przede mną cały piękny. Tu miałam wychowywać moje dzieci. Powinnam była się cieszyć, tymczasem nie potrafiłam. Rok temu… Mój mąż akurat wyjechał służbowo na kilka dni. Jesień panoszyła się podle. Musiałam nieustannie przywoływać się do porządku, miałam pod opieką dzieci, nie mogłam w nieskończoność się rozklejać. Odwoziłam je do szkoły i już w drodze powrotnej do domu zanosiłam się łzami. Próbowałam zagłuszyć ten głos, który nieustannie mówił mi: „to był błąd, tu nie będę szczęśliwa”. Postanowiłam, że kiedy mąż wróci powiem mu, co czuję. Że wypruliśmy sobie flaki niepotrzebnie, że jestem tu nieszczęśliwa i musimy wrócić do miasta. Wiedziałam, że pęknie mu serce. Wiedziałam, że walczył o ten dom dla mnie, ale miałam udawać? Któregoś dnia zadzwoniła do mnie mama. Była bardzo wesoła i zaszczebiotała do słuchawki: „Jak tam w nowym domku, cudownie prawda?” Siedziałam wtedy na schodach i na to pytanie pękłam i rozlałam się po nich rzęsiście. Powiedziałam mamie wszystko. Była w szoku. Ta rozmowa z nią bardzo mi pomogła. Gdzieś z tego oceanu łez, wyłowiła szczątki mojego rozsądku. Zasugerowała, żebym z decyzjami zaczekała do lata. Żebyśmy najpierw zobaczyli maj na wsi, zaczekali na niemiłosiernie długie dni, na grilla ze znajomymi… Wytłumaczyła mi, że to ciężar wszystkiego: ogromnej zmiany w życiu, mrocznej jesieni, krótkich dni, nieobecności męża. Może warto zaczekać? Najwyżej sprzedacie ten ten dom, to nie wyrok dożywotni – mówiła i czułam, że ma rację. I faktycznie NIGDY nie zapomnę maja, który eksplodował pod moją nieobecność. Wróciliśmy właśnie z Bieszczad. To było inne miejsce. Wieś utonęła w oceanie rzepaku. Wszystko kwitło i było tak nienaturalnie zielono. Dzieci wywlekły z garażu rowery i zaczęły szaleć na ulicy. Nie wiem czy to niebo sięgało rzepaku, czy rzepak nieba. Zrobiło mi błogo. Po raz pierwszy od kiedy tu zamieszkałam. Na asfalcie resztki wczorajszego deszczu, na moich policzkach resztki wczorajszych łez. Piszę Wam o tym, bo często dostaję od Was wiadomości, że właśnie się przeprowadziliście i czujecie się, jak ja rok temu. Chciałam Was więc uspokoić – wiele osób tego doświadcza. Zamiast euforii – łzy, rozczarowanie, ciężar spełnionego marzenia. W moim wypadku warto było zaczekać. Dziś czuję, że to moje miejsce na ziemi. Ale znam takich, którzy nigdy tak nie poczuli i wrócili do miasta. Historia mojej sąsiadki. Kiedy jeszcze mieszkałam w Lublinie moją sąsiadką była przemiła kobieta w średnim wieku. Wraz z mężem wychowali dwoje dzieci, które były już dorosłe, właśnie doczekali się wnuków i przyszedł odpowiedni moment na dom pod miastem. Wyprowadzili się i przestałam ich widywać. Z zazdrością myślałam o tym, że pewnie wybudowali pod miastem jakiś przytulny dom i uciekli z tej podłej ulicy, na której przyszło nam mieszkać. Po roku spotkałam sąsiadkę podczas spaceru, myślałam że przyjechała zobaczyć co tam słychać na starych śmieciach. – Wracamy! – wykrzyknęła z radością – myślałam, że oszaleję na tej wsi, nie wiem co nam strzeliło do głowy. Sprzedajemy dom, wracamy do miasta! – dodała, a ja stałam osłupiona. Faktycznie wrócili. Jak synowie marnotrawni miasta, nigdy nie byli tak szczęśliwi jak po powrocie. Kiedy z kolei ja poinformowałam ją o naszych planach wyprowadzki na wieś, stukała się w głowę, ostrzegała, że będziemy żałować, namawiała, żebyśmy to przemyśleli sto razy. Na moje pytanie, co ją tak na wsi zmęczyło, odpowiedziała krótko – dojazdy! – Zanim wróciliśmy już było ciemno, nawet nie widzieliśmy tej naszej działki, rano trzeba było wyjechać godzinę wcześniej, bo niby blisko, ale korki. Po drodze jeszcze zakupy. Jak przychodził weekend to byliśmy tak zmęczeni, że na myśl, że trzeba teraz jeszcze skosić trawnik i posprzątać dom, było nam słabo! Myśleliśmy, że na wsi odpoczniemy, zamiast tego byliśmy nieustannie zmęczeni. Tak nie da się żyć – żaliła się. I sądzę, że miała dużo racji. Bo w podejmowaniu decyzji o wyprowadzce za miasto, trzeba sobie odpowiedzieć na bardzo podstawowe pytanie – gdzie toczy się nasze życie? Gdzie toczy się nasze życie? Rozmawiałam niedawno z koleżanką, która właśnie podejmuje decyzje – dom na wsi, mieszkanie w mieście. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, postanowili z mężem – mieszkanie w mieście, ale ciągle miewają wątpliwości. – Ok, a gdzie toczy się wasze życie? – zapytałam. – No tu w mieście. Przecież od rana do nocy jesteśmy w pracy, nie wyłączając weekendów. – To po co w ogóle myślicie o wsi? – dociekałam. – No bo na wsi wiadomo, spokojniej i dom to większy komfort – dodała, ale z wyraźnym wahaniem. -Ale przecież wy jesteście cały czas w mieście, kiedy chcecie doświadczyć tego spokoju i komfortu? Podczas dojazdów do miasta? – No właśnie, tego się obawiamy… I słusznie. Bo to, jaki tryb życia prowadzimy jest sprawą absolutnie kluczową. Kiedy przeprowadziliśmy się na wieś, przez dwa tygodnie dowoziłam Marynię do szkoły w mieście. Dwa tygodnie. Tyle wytrzymałam. Stania w korkach, szukania miejsca do zaparkowania, nerwów, braku czasu, stresu, że się spóźnię z dzieckiem do szkoły, po dziecko do świetlicy, faktu, że dziecko w tej świetlicy kibluje jak za karę. Dwa tygodnie. Po tym czasie przeniosłam Marynię do wiejskiej szkoły, za jej zgodą – była tak samo zmęczona dojazdami jak ja. Szczęśliwie okazało się, że nasza wiejska szkoła ma świetny poziom i naprawdę fajnych nauczycieli. Jesteśmy z mężem w o tyle komfortowej sytuacji, że oboje możemy spokojnie pracować z domu. Od września wszystkie dzieci chodzą do tej samej wiejskiej szkoły. Zaczynają i kończą zajęcia o jednej godzinie. Można powiedzieć, że całe nasze życie toczy się na wsi. W takiej sytuacji jesteśmy w stanie korzystać z tego, co wieś oferuje – spokoju, ciszy, czasu płynącego wolniej. Gdybyśmy codziennie musieli bywać w mieście, odwożąc dzieci do różnych placówek, z pewnością zostalibyśmy w mieście. Moja rada – zamieszkaj tam, gdzie spędzasz najwięcej czasu. Bo to co teraz wydaje ci się komfortem może zwyczajnie stać się udręką. Doskonale wiem, że wielu ludzi tak właśnie żyje – w korkach, dojazdach, niedoczasie. I pewnie tak się da. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dla mnie rzeczą nadrzędną są spokój i czas. A co z niewygodami? Tak samo szybko przyzwyczajamy się do wygody, jak do niewygody. Naprawdę. Po wyprowadzce z miasta, z wynajmowanego mieszkania, gdzie za rogiem był sklep, kilometr dalej wielki supermarket, gdzie z każdą pierdołą mogłam zadzwonić do właściciela, nie potrafiłam sobie wyobrazić – jak ja będę robić zakupy? Co zrobię bez kanalizacji miejskiej?! Jak wyglądać będzie życie bez wodociągu? A co jeśli coś się zepsuje? No i cóż. Wszytko, co wcześniej wydawało mi się „niewygodą”, dziś jest dla mnie „normalną sytuacją”. Wiejskie sklepy zwyczajnie polubiłam, zdarza mi się tu robić zakupy na miarę supermarketowych. Kiedy rury zaczynają bulgotać, dzwonię po szambowóz 😀 Woda leci z kranu, z tym że jest ze studni, ot cały problem. A jak coś się zepsuje, to zawsze jest z tego wyjście. Jeśli akurat jestem sama i nie wiem co zrobić z kablem, który spowodował zwarcie i wywalił korki, idę po sąsiada, który zawsze uratuje mnie z opresji. Za czym bym tęskniła, gdybym dziś musiała się wyprowadzić? Nieustannie za czymś tęsknimy – to takie ludzkie. A czasem warto trochę przewrócić swoje myślenie i zastanowić się – a gdybym dziś musiał zrezygnować ze swojego dotychczasowego życia, to za czym był tęsknił? To taki szybki sposób, żeby szarość nabrała barw i często w życiu stosuję ten trik. Gdybym więc musiała dziś się wyprowadzić, to za czym bym tęskniła? Spokój Moje życie toczy się teraz głównie na wsi. Na odwożę dzieci do szkoły. Kilometr od domu. Po drodze nie ma korków. Już sam fakt, że mogę po prostu wcisnąć gaz i jechać, jest dla mnie czymś pięknym. Na przerwę lunchową zawsze wybieram łąkę. Zamiast Mordoru mam Sherwood. Ta godzina spokoju, kiedy chłonę ciszę, świeże powietrze, układam myśli w całość, jest dla mnie czymś nieocenionym. Nigdy nie doświadczyłam tego w mieście. A wiecie, że je kocham. Miasto ma nieustanną nerwicę, krzyczy, czegoś chce, ciągnie za rękaw. Patrzysz na pędzących przechodniów. Ktoś klnie przez telefon, ktoś biegnie i się potknął, ktoś nie nie zdążył na autobus, przejechał ambulans. A ja wychodzę przed dom i po chwili widzę sarny. Za lasem, łąką, sarnami, brzozowym zagajnikiem – pękłoby mi serducho z tęsknoty. Kino Tego chyba nie wiecie, ale mamy w domu kino. Takie prawdziwe. A było to tak – mieliśmy dwustanowiskowy garaż, czytaj – dwustanowiskowe miejsce na dwa razy większy burdel, bo doskonale wiedzieliśmy, że jak jak już upchamy tam wszystkie pudła poprzeprowadzkowe, to dla samochodu miejsca raczej zabraknie. Pokój kinowy w domu, to było zawsze marzenie mojego męża. Miał powstać w miejscu, gdzie obecnie jest moje biuro/pokój gościnny. Kiedyś odwiedzili nas znajomi, oprowadzamy ich po domu i nagle kumpel mówi: „a nie lepiej to kino zrobić zamiast jednego garażu?”. Boże, jakiego doznaliśmy olśnienia! O ile na początku byłam sceptycznie nastawiona do całej idei „kina”,teraz uważam, że to jest najfajniejsze pomieszczenie w domu. Pomalowane na grafitowo, z miękką wykładziną i stopniowanymi podłogą i sufitem. Obraz leci z rzutnika i czujesz się jak w kinie, tylko lepiej, bo jest wygodniej, nigdy nie jest zimno, popcorn jest za free i nie ma reklam. Ha! Co więcej, kiedy męża napadnie, żeby sobie pograć czy cokolwiek równie głupiego, zamyka się w kinie, a ja nic nie wiem, nic nie słyszę. Kino sprawdza się też rewelacyjnie podczas imprez – kiedy dzieciarnia zaczyna dogorywać, odpalamy im film, następnie każdy zabiera swoje śpiące dziecko do domu 😀 Sąsiedzi Miałam tyle szczęścia, że trafili mi się fajni sąsiedzi. Każdy miły i gotowy pomóc. Kiedyś nie dostałam w sklepie malin. Przypomniałam sobie, że sąsiad, który ma koparkę zatrzymał się któregoś dnia i dał moim dzieciom koszyczek malin. Wsiadłam więc w samochód, pojechałam do niego i pytam czy ma na sprzedaż maliny. Na to on, że na sprzedaż nie, ale mogę sobie pójść za dom i zebrać ile chcę. Mówię, że absolutnie, że oczywiście zapłacę, na to on, że swoi mają u niego maliny za darmo. Kiedy budowaliśmy altankę, sąsiad mieszkający przez płot, zapytał, co nam pomóc. Mój mąż na to, że nic, żeby się nie kłopotał, że sobie poradzi. Na to sąsiad: „ok, będę za pół godziny. Z zimnym piwem”. Albo kiedy wracam z miasta i wiem, że nie zdążę odebrać dzieci ze świetlicy. Telefon do sąsiadki: „Zabierzesz moje dzieci ze świetlicy?”- No jasne, żaden problem. Za takich sąsiadów trzeba być wdzięcznym i bardzo bym za nimi tęskniła. Weekendy O tych weekendach pisałam już setki razy. Zazwyczaj są pełne ludzi, którzy zjeżdżają się już od piątku. Ale też zupełnie inaczej odpoczywa się na wsi w weekend. Pamiętam, że mieście w mieszkaniu często dręczyła mnie myśl, że wypadałoby dzieci gdzieś zabrać, coś zrobić. Tak siedzieć w mieszkaniu? Tu wychodzimy przed dom i jesteśmy nad rzeką. Albo na pikniku na łące, albo na wyprawie w lesie. Dzieciństwo Obserwowałam dzieci w te wakacje. Spędzały je jak ja kiedyś. Cały dzień na dworze, z dziećmi sąsiadów. Wracały przed zapadnięciem zmroku, umorusane, z potrzaskanymi kolanami, pachnące wiatrem, śmierdzące oborą. Wszystkie dzieci ze szkoły mieszkają w niedalekim sąsiedztwie. Nieustannie się nawzajem odwiedzają. Znam ich mamy. Po prostu widzę, że wieś ma na moje dzieci dobry wpływ. Kominek Kiedy zwierzyłam się sąsiadce, że wieś mnie przytłacza i nie wiem czy nie wrócimy do miasta, to powiedziała: „poczekaj, aż odpalicie kominek!”. To były święte słowa. Kiedy po raz pierwszy rozpaliliśmy ogień w kominku, przestawiliśmy sofę dokładnie naprzeciwko i cały wieczór siedzieliśmy jak urzeczeni. A kiedy któregoś dnia wracałam zmęczona z miasta i już przez okno zobaczyłam tańczący w domu ogień, poczułam jak nigdy wcześniej, że to moje miejsce na ziemi. Za czym tęsknię? Nie sądziłam, że to możliwe, ale nie tęsknię za miastem. Odwiedzam je, kiedy mi go brakuje. Ale teraz, doświadczając na co dzień wiejskiego spokoju, wiem że mój miejski kochanek jest znerwicowany, porywczy, szybko mnie męczy. Z ulgą wracam wracam do siebie. Do mojej ciszy, przestrzeni. Miasto mam na wyciągniecie ręki, kiedyś uwielbiałam być w jego epicentrum. Teraz jest inaczej. Po prostu. A co na wsi mnie męczy? To raczej nie jest kwestia wsi, ale sytuacji. Nieustannie męczy mnie powzięte zobowiązanie finansowe w postaci kredytu. Pocieszam się, że większość ludzi jest w takiej sytuacji. Niemniej towarzyszy mi przeświadczenie, że tak nie powinno być, że to jest nienormalne, żebyśmy brali kredyty i na nich jechali niemal całe życie. Z drugiej strony – nie wiedzę innego rozwiązania. Nie miałabym szans odłożyć gotówki na ten dom. Nie znoszę tego uczucia niepokoju, o którym ostatnio pisałam. Dom to finansowa studnia bez dna. Dopiero po roku mieszkania zaczynamy się urządzać i co chwilę krew mnie zalewa na ceny. Zupełnie jakby założenie było takie, że skoro ktoś ma dom, to wiadomo, że jest milionerem. Tymczasem na co dzień uprawiamy jakąś skomplikowaną ekwilibrystykę finansową – z jednej strony długi, z drugiej potrzeba skończenia czegoś w domu. Trochę tu, trochę tam. W międzyczasie rezygnujemy z kolejnych wyjazdów, kolejnych wakacji. Dom jednak wiele wynagradza. My potrafimy na przykład w domu odpoczywać, czego wielu ludzi nie umie. Kiedy w wakacje nie bardzo mogliśmy sobie pozwolić na fajny wyjazd, zrobiliśmy je tu, na miejscu. Dmuchany basen, codziennie pyszne jedzenie, dobry film, wino. Zasada była jedna – odpoczywamy, udajemy że to all inclusive. Mam też świadomość, że te finansowe wygibasy nie będą trwały wiecznie. Za rok o tej porze będziemy mieli już ileś zobowiązań mniej. Kończymy robić ogrodzenie. Czas szybko leci. Zaraz się okaże, że minęło już trzydzieści lat i spłaciliśmy kredyt! Wtedy zatęsknimy za tym co jest dzisiaj… Dom ma jedną wadę – ogromna powierzchnia do sprzątania. Pamiętam, że kiedy o tym napisałam po raz pierwszy z lekkim wyrzutem, odezwało się parę głosów „ależ to kwestia dobrej organizacji czasu!” To zupełnie nie o to chodzi. Ja umiem się dobrze zorganizować, a kto do mnie przyjeżdża ten wie, że jest porządek, po prostu żal mi życia na tę ilość sprzątania. Zwyczajnie. To syzyfowa praca. Świeżo uprane ubranie zaraz będzie brudne. Lśniąca podłoga zaraz będzie brudna. Czysta łazienka zaraz brudna. Kiedyś wydawało mi się, że w większym domu, bałagan się jakoś równomiernie rozłoży. Otóż nie. Duży dom, dużo sprzątania. Koniec kropka. Teraz mam na szczęście chwilowo teściową, która jest moją nieocenioną domową pomocą. Kiedy wyjedzie to mam dwa wybory: albo zginę, albo zatrudnię panią do sprzątania. Właśnie dotarłam do końca piątej strony w Open Office, więc powoli wpis zamienia się w książkę. Mam wynotowanych jeszcze sporo rzeczy, ale najważniejsze opisałam. Jeśli macie pytania – piszcie śmiało, na wszystko odpowiem. Pozdrawiam Was z Mojego Miejsca Na Ziemi.
10 najlepszych cytatów o mężczyznach Mężczyźni - jacy są naprawdę? Przeczytaj cytaty, złote myśli i aforyzmy znanych i lubianych na temat mężczyzn. Idealne na Dzień Chłopaka i Dzień Mężczyzny 1. Wszyscy mężczyźni są tacy sami, mają tylko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać. Marilyn Monroe 2. Mężczyźni wolą kobiety ładne niż mądre, ponieważ łatwiej im przychodzi patrzenie niż myślenie. Stanisław Jerzy Lec 3. Mężczyźni pragną zawsze być pierwszą miłością kobiety. Kobiety zawsze pragną być ostatnim romansem mężczyzny. Oscar Wilde 4. Mężczyźni są szalenie nielogiczni. Twierdzą, że wszystkie kobiety są takie same, lecz to nie przeszkadza im ciągle je zmieniać. Sidonie Gabrielle Colette 5. To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze. Paul Géraldy 6. Zepsuta kobieta należy do tego rodzaju istot, których mężczyźni nigdy nie mają dosyć. Oscar Wilde 7. Pocałunek wymyślili mężczyźni, aby kobiecie nareszcie usta zamknąć. Magdalena Samozwaniec 8. Najgłupsza kobieta może kierować mądrym mężczyzną, ale trzeba bardzo mądrej kobiety, by pokierować głupcem. Rudyard Kipling 9. Mamy nowy kryzys w medycynie. Lekarze alarmują, że wielu mężczyzn jest uczulonych na lateksowe prezerwatywy. Jako reakcja alergiczna występuje u nich duża opuchlizna. No to w czym problem? Dustin Hoffman 10. Kobieta, aby pójść do łóżka z mężczyzną, potrzebuje bliskości, zaufania i poczucia więzi. Mężczyzna - przeważnie - potrzebuje tylko miejsca. Janusz Leon Wiśniewski Jaki prezent wybrać dla chłopaka? M jak Mama Sprawdź też inne cytaty, życzenia, aforyzmy dla mężczyzn i chłopaków Chłopak bez dziewczyny jest tylko samotnym wojownikiem - autor nieznany Być kobietą to strasznie trudne zajęcie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami. Joseph Conrad Mężczyzna musiałby posiąść sztukę czytania w myślach, chcąc tę swoją wybraną uszczęśliwić. Richelle Mead Mężczyzna powinien zawsze dotykać kobiety tak, jak gdyby to był pierwszy i ostatni raz. Janusz Leon Wiśniewski Kimkolwiek jesteś, mężczyzną czy kobietą, osobą silną czy słabą, zdrową czy chorą... Wszystkie te rzeczy liczą się mniej niż to, co masz w sercu. Jeśli masz duszę wojownika, jesteś wojownikiem. Te inne rzeczy to szkło, które otacza lampę, a ty jesteś światłem w środku. Właśnie w to wierzę. Cassandra Clare Kryje się coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie albo są ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia. Michaił Bułhakow Co jest gorsze od chłopaka, który cię nienawidzi? Zakochany chłopak. Markus Zusak Gdy dziewczyna płacze, nie ma na świecie nikogo bardziej bezużytecznego niż chłopak. Alexandra Bracken ...kobiety najbardziej przywiązują się do mężczyzn, którzy potrafią ich słuchać, okazywać im czułość i doprowadzać je do śmiechu. Janusz Leon Wiśniewski
"Poprosiłam męża żeby mi kupił płatki kosmetyczne. Wrócił z całą reklamówką najróżniejszych płatków śniadaniowych, bo nigdzie nie było kosmicznych".Siedzi mała dziewczynka na ławce w parku i nagle krzyczy: ku*** mać. Obok przechodziła starsza pani i słysząc dziewczynkę podchodzi do niej i pyta się dlaczego tak brzydko się wyraża. Na to dziewczynka, żeby usiadła obok niej a ona jej powie co się stało. Gdy babcia usłyszała co dziewczynka miała do powiedzenia sama głośno ryknęła: KU*** MAĆ. Obok przechodził starszy pan i słysząc karygodne zachowanie babci oburzył się wielce. Babcia poprosiła go aby usiadł obok niej i powiedziała mu coś cichutko. Na to dziadek zerwał się z ławki i wrzasnął: KU*** MAĆ. Pytanie: Co powiedziała dziewczynka babci a babcia dziadkowi? Odpowiedź: Ławka jest świeżo Ty już mnie nie kochasz! - wzdycha dziewczyna jadąca z chłopakiem przez las na Ależ kocham cię! Dlaczego tak uważasz?- Bo zawsze w tym zagajniku psuł ci się motor...W zatłoczonym autobusie:- Co się pan tak pchasz na chama?- A bo to w takim tłoku można wybierać?A TERAZ Z CYKLU FACECI NA ZAKUPACH:Moja mama zrobiła mojemu ojcu listę na zakupy. Na liście była Pyralgina. Ojciec przyjechał z napisałam na kartce - dwie "ćwiartki", tylko nie dopisałam, że z kiedyś miał kupić śmietankę trzydziestkę to kupił 30 mój mąż miał kiedyś kupić śmietanę 36%. Nie było, to kupił dwie 18%.Idź po śmietanę do sklepu. Za chwilę telefon. Ewa nie ma chleba to wziąć bułki?Na razie to tyle. Dosyć nabijania się z mężów na zakupach. W kolejnym odcinku będą inne tematy. Ale warto także zaglądnąć do pozostałych "Na Wesoło" na naszym portalu!
poradnik dobrego męża na wesoło